Kącik przemyśleń

#1 Dochodzę do wniosku, że dzieci w Stanach są kompletnie uzależnione od elektroniki. Nie mówię, że w Polsce tego nie ma, ale mam wrażenie, że tutaj ten problem jest sto razy gorszy. Gdy jadę z moimi dziećmi na tańce i czekam, to widzę, że każde dziecko, które przychodzi z rodzicami ma w ręku telefon lub tablet. Nie ważne czy to 3, 5 czy 10 latek. Jest to po prostu smutne.
A gdy tablet się dziecku zabierze to się zaczyna dramat, armagedon, 3 wojna światowa i ryki w niebo głosy.... #codzienność tutaj
Co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Jest to po prostu smutne.

A drugą sprawą, którą zauważyłam jest samodzielność, a raczej jej brak wśród dzieci. Często jest tak, że gdy palcem nie pokażesz, to dziecko tego nie widzi. Ogółem dzieci w Stanach (generalnie, oczywiście). Są przyzwyczajone do opiekunek, au pair, sprzątaczek i wielu innych osób, które zawsze są obok i robią coś za nie. A później to dziecko dorasta i też wynajmuję sobie sprzątaczkę, au pair i inne osoby do pomocy i koło się zamyka.
Ale jak mówię bardzo generalizuje, bo w mojej host rodzinie jest ogółem w porządku! I nie narzekam na zachowanie dzieci, ale wciąż wiele słyszę i wiele widzę wśród innych.
Kolejna smutna sprawa..


14.10.2017
Dzisiaj miałam pierwszy kryzys. W sensie gorszy dzień, a mianowicie źle się czułam. Boli mnie gardło i czułam jakby rozkładała mnie choroba. Leżałam w łóżku i dotarło do mnie jak bardzo daleko jestem od domu, od Polski, od rodziny i przyjaciół. 
Później zasnęłam i obudziłam się jak nowo narodzona. Ale miałam godzinny kryzys pt. Co ja tutaj robię. 
Ostatnio też myślałam właśnie o tym, że pomimo tego, że jest mi tutaj dobrze. Radzę sobie i super spędzam czas, to jednak jest mi trochę szkoda, trochę przykro, że nie mogę spędzać czasu ze swoimi znajomymi w Polsce. I gdy widzę snapy ludzi z Gdyni to normalnie zazdroszczę, że tam są. 
Ale tak jak mówię i tak mega się cieszę, że tutaj jestem, bo o tym marzyłam i o to w tym wszystkim chodzi! Ale gorszy dzień ma każdy prawda? 




Dzień 70 w USA.
Za czym tęsknie najbardziej?  Za polskim chlebem. 
To pieczywo, które jest tutaj jest tragiczne. Jest tylko jeden chleb, który kupuje moja rodzinka i jest w miarę spoko.. a reszta to dmuchane gówno.


#2 Nowy Jork jest moim miejscem na świecie! Totalnie jestem zakochana w tym mieście, gdyby tylko mniej śmierdziało, to by było lepiej hahah!
Choć tłok momentami bardzo przeszkadza, ale to jest chyba urok takich miast, które są odwiedzane przez miliony turystów.
Ale jeżeli chcemy odpocząć i załapać oddech wystarczy pójść do Central Parku, gdzie jest cudownie, spokojnie i zielono.


#3 Jak to w Stanach bywa wszystko jest inne. I tym samym inne są także jednostki..
nie ogarniam tego kompletnie. Jak widzę wagę w funtach czy stopnie w Fahrenheitach to wysiadam z tej karuzeli hahah! Nie kumam kompletnie i nie chce mi się szczerze przeliczać tego.


#4 Odkąd tutaj przyjechałam non stop czatuje na bilety lotnicze. Serio przynajmniej raz dziennie wchodzę na google flights i sprawdzam tanie loty. Nie ja jedna, ponieważ jest to mój priorytet na ten rok, żeby zobaczyć jak najwięcej, bo myślę, że gdy wrócę do Polski, to szybko (a może wcale) do Stanów nie wrócę. Więc trzeba się spiąć i odkładać $$ na podróże.

#5
W ramach programu Au pair trzeba zrobić 6 kredytów na uczelni czy collegu.  6 kredytów, czyli jakieś 70-72 godziny zajęć. 
Zanim tutaj przyjechałam od razu wiedziałam, że chce wybrać jakąś „travel class” – przyjemne z pożytecznym. Zrobię wymagane kredyty, a jednocześnie zobaczę jakieś nowe miasto. I tak się stało, że znalazłam ofertę bardzo fajnego i opłacalnego kursu, aż za 4 kredyty. Travel class do Washington DC, do stolicy Stanów, więc idealnie.

Zajęcia odbywają się w Nowym Jorku przez 3 niedziele. A później na zakończenie jest weekendowa wycieczka do DC. Tak się złożyło, że Ola zapisała się także na ten kurs, ale nie wiem jakim cudem nie jesteśmy w jednej  grupie na zajęciach L    Dobrze, że wycieczka jest wspólna.


Na zajęciach poznajemy historię Waszyngtonu, historię Stanów Zjednoczonych, a także poznajemy prezydentów Stanów Zjednoczonych. Są też elementy kultury czy sztuki w Waszyngtonie. Ogółem jest całkiem ciekawie, nie ma tragedii, jak przypuszczałam przed rozpoczęciem kursu, że będzie bardzo nudno i w ogóle. Ale nie oszukujmy się w tym kursie każdego zależy tylko na wycieczce i byleby dostać certyfikat ukończenia haha! I mieć kredyty z głowy. 

Szczerze powiem, że szukając jakichkolwiek kursów trochę byłam zaskoczona, bo myślałam, że wybór będzie większy, a oferta pobliskich uczelni bardziej atrakcyjna. Oczywiście znalazłam milion ofert zajęć z języka angielskiego, które mnie po prostu nie interesowały, bo nie chciałam siedzieć kilka tygodni robiąc gramatykę na zajęciach. Nie dziękuję! 

A jeśli już się znalazło inny kurs, to był bardzo drogi. W ramach programu host rodzina daje nam 500$ na kursy, co w porównaniu z ofertami uczelni i ich cenami, jest bardzo małą kwotą. Więc każdemu zależy na tym, aby znaleźć kurs w miarę tani, żeby zmieścić się w tych 500$ dolarach, a także w miarę szybki, który nie ciągnie się tygodniami. 

Gdy skończę ten kurs zaliczę 4 kredyty, więc zostaną mi tylko 2. Mam nadzieję, że w semestrze wiosennym znajdę coś interesującego i taniego, bo będę musiała już dopłacić $ z własnej kieszeni :( 

*Skończyłam swój kurs. Moja travel class do Washington DC.
Było całkiem spoko, 3 niedzielę szybko minęły. Ale w życiu nie chciałabym chodzić na kurs codziennie przez ileś tam tygodni, bo bym nie przeżyła...  Teraz tylko czekać do 11 listopada na wycieczkę :)




#6 
Pierwsze Halloween za mną, impreza w Nowym Jorku z Olą :)
Super sprawa, gdy idziesz miastem i wszyscy ludzie dookoła są przebrani.
Lubię to święto. Fajni dzień, żeby się przebrać i dobrze bawić w gronie znajomych.
A zbieranie cukierków wygląda dokładnie tak samo jak w filmach, wszyscy biegają po ulicach i się cieszą. Nie ważne czy masz lat 4 czy 70 każdy się cieszy.
Największe wrażenie zrobiła na mnie kobieta, własnie na oko koło 70, która otworzyła drzwi z takim ogromnym uśmiechem i tak samo ogromną miską słodyczy! super widok! Mega pozytywny






Myślę, że takich wpisów przemyśleń na przestrzeni tego roku będzie więcej :)
A jutro jadę do Bostonu, więc pewnie następnym razem wrzucę tutaj fotki z tego weekendu.


Gracek. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój rok bycia Au Pair.

KUBA

Ponad 5 miesięcy