weekend w Nowym Jorku

Cześć i czołem!
Minął mój kolejny tydzień w Stanach. Czas leci tutaj tak szybko, że jest to aż przerażające.
Mamy wrzesień, a dzieci wróciły do szkoły, więc mój grafik dnia jest troszeczkę inny. Pracuje z samego rana, a później popołudniami jako kierowca na zajęcia dodatkowe (dopiero zajęcia się zaczynają, więc tym samym poznaje okolice i ogólnie zaczynam jeździć tutaj). Ale wszystko jest w porządku. Na razie nie mogę powiedzieć złego słowa ani o rodzinie, ani o okolicy, więc, tylko oby było tak do końca mojego roku tutaj.

To tyle małego wstępu, teraz czas na konkret! Weekend, który niestety musieliśmy pożegnać spędziłam z Kasią, która przyjechała do mnie z Bostonu, a także z Olą. Nasz plan dnia był napięty, ponieważ chciałam z Kasią zobaczyć jak najwięcej, ponieważ nie wróci tutaj szybko (Choć mam nadzieję, że uda jej się wpaść jeszcze nie raz).

W sobotę rano udałam się do Chinatown, by odebrać Kasię z busa! Był to mój pierwszy raz w metrze w Nowym Jorku. Ale linie są w miarę do ogarnięcia, więc wszystko sprawdziłam prędzej w internecie i na spokojnie sobie poradziłam.
Gdy dotarłam kupiłam sobie pierwszą w tym roku Pumpkin Spice Latte. Uwielbiam! Ta kawa to takie 100% jesień, ale jednak pyszna!
Z Chinatown udałyśmy się w stronę Brooklyn Bridge, gdzie czekała na nas Ola. I tak zaczęłyśmy naszą sobotę :) 









Przez cały dzień miałam zacieszoną twarz, co ja poradzę! Po prostu wiem, że kocham to miasto totalnie.

Następnie poszłyśmy w stronę DUMBO. Miejsce klasyczne, a także dla fanów Plotkary obowiązkowe z racji, że w tej okolicy mieszkał Dan.




Następnie poszłyśmy w stronę Pebble Beach, z którego rozciąga się widok na Manhattan i Brooklyn Bridge w tle. Miejsce idealne na robienie pięknych zdjęć, myślę, że o każdej porze roku jest tutaj pięknie 







Byłyśmy także na Wall Street. Musiałam sprawdzić jak moje miliony $$ się mają, a także dotknąć i zrobić sobie fotkę z byczkiem. Kolejka była do niego spora hahah!!


Potem przeszłyśmy do Battery Park, gdzie można było zobaczyć z daleka Statuę Wolności. Własnie w tamtym miejscu Ola spotkała polaków, którzy mieli szalik Legii Warszawa. Świat taki mały!



Szybka przejażdżka metrem, aby udać się do kolejnego miejsca. Według mnie bardzo ważnego, a jednocześnie tragicznego. 




Gdy dotarłyśmy na Memorial 9/11 to już z daleka było czuć specyficzną atmosferę. Pomimo, że jest to środek jednego z największych miast na świecie, to własnie tam była przerażająca cisza, tylko było słychać szum wody z wodospadów, które upamiętniają ofiary i mają symbolizować niekończący się wodospad łez.
Mogę szczerze powiedzieć, gdy tam chodziłam miałam ciarki na rękach i plecach. I było mi wstyd za tych wszystkich ludzi dookoła, którzy robili sobie tam selfie z uśmiechniętą buzią, straszne. Nie rozumiem w ogóle takiego zachowania, no ale okej.

Później jeszcze trochę pospacerowałyśmy i Ola nas opuściła. A my z Kasią poszłyśmy na kawę i wróciłyśmy do mnie do domu.

Naszą niedzielę rozpoczęłyśmy oczywiście na Grand Central.


Potem przeszłyśmy pod bibliotekę Nowego Jorku, która swoją drogą jest bardzo ładnym budynkiem. Nie wiem jak w środku, ale podobno można tam wejść i pozwiedzać. 


Później zaczęłyśmy spacer w kierunku Rockefeller Center. Minęłyśmy Radio City Hall. 
 A nawet zrobiłyśmy sobie selfie na środku ulicy, bo czemu nie. Kto zabroni. Ale jak widać nie byłyśmy jedynie, ta para w tle miała normalnie robioną sesje tam.



Rockefeller Center trochę mnie zawiodło, w sensie budynek jak budynek. Ale ten plac przed nim, gdzie w święta stoi choinka i jest lodowisko, a latem restauracje. Myślałam, że to miejsce jest o wiele wiele większe, a to taki mały kwadrat. 

Byłyśmy także pod Plaza Hotel, i on tak samo jakoś "zaginął" wśród innych hoteli obok. Na filmie Kevin Sam w NY, wydawał się ładniejszy i wejście wydawało się bardziej efektowne.

Kolejnym miejscem na liście był Central Park, byłam tam drugi raz. Ale od drugiej strony. Miejsce to jest cudowne, ponieważ w znajduję się w środku bardzo głośnego miasta, a tam jest cisza i spokój. Ludzie spacerują, biegają, jeżdżą na rowerach czy robią pikniki na trawnikach. Super sprawa .






Znalazłyśmy się także na Columbus Circle. A następnie poszłyśmy w kierunku Time Square. 


Time Square totalnie zatłoczony, ale mi i tak się podoba. Jest to takie serce Nowego Jorku i miejsce, które każdemu kojarzy się z Nowym Jorkiem.


Gdy zamykają ulicę, bo jest jakiś przejazd motocykli, a turyści mogą spokojnie zrobić fotki na środku ulicy hahah! Wiedziałyśmy kiedy tam się znaleźć.

Wisienką na torcie tego dnia była wizyta w cukierni Carlo's Bakery. Pan znany z programu telewizyjnego, w którym robi specjalnie torty na zamówienie, w różnych kształtach, rozmiarach co tylko chcesz.




Zamówiłyśmy sobie 4 różne ciastka, aby posmakować i każde z nich było przepyszne. Choć według mnie najlepsze było brownie. To było najlepsze brownie w moim życiu! Cudowne. Wizyta w tej cukierni była naszym lunchem i obiadem, bo byłyśmy później potwornie pełne! Pyszności, polecam każdemu. 
Alicja pozdrawiam <3 


Ogółem weekend ten był naprawdę wspaniały. I bardzo się cieszę, że poznałam dziewczyny na Orientation i że Kasia do mnie przyjechała. Olę mam bardzo blisko, więc z nią będę w stałym kontakcie i będziemy się często spotykać.
Życzę sobie tylko takich weekendów i wypadów podczas tego roku.
A do Nowego Jorku pewnie szybko wrócę. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy dopada homesick i zbliżają się święta

KUBA

Mój rok bycia Au Pair.