LOT I ORIENTATION

Cześć cześć i czołem!
Jestem już dwa tygodnie w Stanach Zjednoczonych, ale nawet nie miałam okazji opisać tego co działo się na początku. Jak minęła mi podróż i samo orientation w Tarrytown. Więc myślę że czas to nadrobić.
Alicja kochana właśnie wracam Tutaj i mam nadzieję  że będę pisać już na bieżąco. Bo mam wiele do powiedzenia. Napisania!

Ogółem moja przygoda zaczęła się 7 sierpnia o godzinie 5 rano. Gdy to wyruszyłam z mojej magicznej wioski o nazwie Rumia w kierunku stolicy. Podróż minęła bardzo szybko i sprawnie. Praktycznie po godzinie 10/ przed 11 byłam jak na Okęciu.
Lot miałam o 1430. Bezpośredni do Nowego Jorku.


Z Warszawy razem ze mną leciało 12 innych dziewczyn. Każda z głową pełna obaw i pytan. Jak to będzie i co to będzie się działo za oceanem.

Podróż była całkiem przyjemna. Ponad 9h lotu naszymi liniami LOT. Bardzo miłe panie w samolocie. Niestety mojego ulubionego stewarda nie było. Szkoda. Może następnym razem haha!
Spędziłam te 9 godzin w towarzystwie Oli i Oli. Więc było o wiele przyjemniej i raźniej. Bo było do kogo sie odezwać. Podczas lotu amowiłysmy sobie cydr, żeby uczcić naszą podróż. Pani chciała od nas dowody osobiste. Haha! Śmieszna sytuacja.

Pomimo wszystko jedzenie podczas lotu było smaczne. Na obiad dostaliśmy kurczaka z warzywami i kopytkami , sałatkę i ciasto. Było nawet ciepłe haha! Oczywiście wszystko musiały uwiecznić na zdjęciach haha!


Lot minął naprawdę szybko. Tylko ostatnia godzina trochę się dłużyla, ale to już kwestia zmęczenia i takiej potrzeby bycia już na miejscu. 


W Nowym Jorku przywitała nas ulewa. Na szczęście walizka doleciala cała. A Pani celnik wpuściła mnie na teren stanów zjednoczonych. Ogółem procedura była bardzo krótka. Przy okienku stałam może minutę haha! Więc spokojnie. 
  
Mogę przyznać, że nie stresowalam się ani lotem ani szkoleniem ani niczym. Więc o dziwo nie miałam ataku paniki jak to zwykle ze mną bywa.

Pierwsze fotki już na terenie USA 

Później była chwila nerwów i zamieszania, bo moja Ola zostawiła portfel w samolocie. I biedna biegała w kółko po lotnisku i nikt nie chciał jej pomóc  :( 
Z lotniska czekała nas prawie godzinna podróż do hotelu. Było już ciemno, padało i my padalysmy ze zmęczenia. 
Gdy dojechaliśmy do hotelu. To czekała nas mega szybka kolacja i powitanie. Babka która nas przywitała gadała tyle rzeczy, że chciałam się zabić albo ja. Jednak 24h na nogach robią swoje... Ale w hotelu czekała na mnie miła niespodzianka w postaci upominku od host rodziny - dostałam siatkę słodyczy na dzień dobry. Mega miłe: )

Samo szkolenie też minęło całkiem całkiem. Nie było tragedii. Choć trochę nuda. Praktycznie 1.5 dnia gadania i gadania. Nic nowego czego byśmy nie wiedziały. Więc trochę strata czasu, ale jeśli ktoś czegoś sie dowiedział. To jest jakaś wartość. Dla mnie nic szczególnego. A kawa którą podawali to siki jakich malo. Fuj.  A to niby Hilton był.  Jedyna rzecz z orientation to okrutna klimatyzacja, która mroziła tak strasznie  :( w pokoju nic lepiej...  plus bałam się że kibel mnie wciągnie,  bo tutaj w Ameryce mają je inne. Czułam się niczym Harry Potter.. Może powinnam do niego wejść i przenioslabym się do Ministerstwa Magii? Haha! 






Ostatnie fotki i koniec szkolenia. Z Olą się nie żegnalam zbytnio. Bo wiedziałam że sie za chwilę zobaczymy. Bo tez mieszka godzinkę od NYC. Więc no :) Ale już wiem, że to mój człowiek. Czasami tak jest że rozmawiasz z kimś trochę, wymieniasz się historiami z życia i coś klika. Tak po prostu 

Najbardziej stresujący moment to  czekanie na rodzinkę w lobby hotelu. Matko bosko! Hostka z dziećmi odebrała mnie po godzinie 16. I pojechaliśmy na trening (starszego dziecka) żeglowania i tam zjedliśmy obiad. Było dziwnie, niezręcznie Ale wszyscy byli mili. Choć ja marzyłam by pójść spać,  bo zmiana czasu strasznie "mi robiła". 
Z takim widokiem jadłam pierwsza Amerykańska pizzę. Haha! 
A później spędziłam 2 dni w domu z rodziną . I pojechaliśmy na wakacje na Cape Cod. Ale o tym później  :))

Mega długi wpis ale nie umiem krócej.

Gracek 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój rok bycia Au Pair.

KUBA

Ponad 5 miesięcy