Cape Cod

Hello.

Teraz przyszła pora na opisanie moich wakacji z rodzinką. Przyjechałam do rodziny w środę,  a w sobotę wcześnie rano już siedzieliśmy w samochodzie i jechaliśmy w kierunku stanu Massachusetts. A dokładniej do miasteczka o nazwie Falmouth. Powiem szczerze, że wygląda trochę jak nasz półwysep. Wszystkie miasteczka w których byliśmy czy przejezdzalismy wyglądają bardzo podobnie. Są mega urocze, klimatyczne, ale ja zauważam coś podobnego do naszego Władysławowa czy Helu.

Wyjazd 2 tygodniowy   (piszę to w czwartek wieczorem, w sobotę wyjezdzamy).
Najwięcej czasu spędzaliśmy na plaży i chodząc po miasteczku.




Nie ukrywam Ale te wszystkie domy mnie kupiły. Są po prostu przepiękne. I na każdym flaga USA dodaje tylko klimatu miejsca. 


Pierwsza rzecz, która kupiłam była oczywiście bluza z napisem Cape Cod. Musiałam ja mieć jak typowy i prawilny turysta. #prawilny Gracek 

Jednego dnia wybraliśmy się do miasta obok- Wood Hole. Gdzie poszliśmy do akwarium i gdzie pierwszy raz jadłam "lobster roll". Bo jednak stan massachusetts słynie z krabów i innych owoców morza. Więc musiałam spróbować. Było całkiem smaczne! 




Będąc na tym wyjeździe nie pracowałam normalnie. Można powiedzieć, że raczej byłam do pomocy. I miałam dużo czasu dla siebie. Oczywiście starałam się spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, by ich poznać i zaklimatyzowac się, ale jednak czasami zostawalam w domu lub szłam sobie połazić na własną rękę. 



Będąc tutaj miałam przyjemność zobaczyć bieg na 7 mil przez Falmouth. Gdzie biegło ponad 12 tysięcy osób. W tym moja hostka. Mega szacun, bo było tak gorąco!!

Miałam okazje oglądać zaćmienie!! Które tutaj w USA było super widoczne i na dodatek rodzina kupiła specjalne okulary do oglądania słońca  :) 
Prezentowałam się w nich tak. Proszę bardzo! 

Rodzina zabrała mnie także na 1.5h rejs statkiem po okolicy. To było naprawdę fajne. Tak jak nie lubię wody i takich rzeczy, to było fajnie. Choć trochę pizgało wiatrem za bardzo. 


 Gracek Majtek, który nie ma oczu haha!

Ogólem wyjazd ten był bardzo miły i przyjemny. Opalanie sie na plaży, chodzenie na spacery i jedzenie. Zyc nie umierać. 

Choć najfajniejszym dniem był 19 sierpnia. Gdy pojechałam na pierwszą wycieczkę tutaj w USA. Kierunek  - Boston. Ale o tym następnym razem. Mogę tylko powiedzieć, że miałam cudownego kompana Kasię , która stała sie moim ziomkiem do podróży. Już mamy plany na nasz urlop w lutym. Cant wait!!! 

Do następnego Gracek. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy dopada homesick i zbliżają się święta

KUBA

Mój rok bycia Au Pair.