Misja WIZA

Cześć. 

9 maja , czyli 3 dni robocze po znalezieniu rodziny, dostałam dokumenty z agencji i tym samym mogłam rozpocząć całą procedurę wizową. Kilka dokumentów, wszystkie po angielsku i mój mózg ogólnie doznał szoku i rozbolała mnie głowa (serio). Ale wszystko przeczytałam, z pomocą maila do agencji i Gosi, która miała wypełnianie wniosku za sobą,  dałam radę (Dobrze, że będziemy we dwie zdobywać USA jeśli wszystko się uda. Na dwóch różnych krańcach Stanów, ale zawsze!) Wypełniłam ten cały wniosek, przebrnęłam przez milion pytań o dane osobowe, numery, kody, cuda na kiju. I na końcu same smaczki, typu czy jestem członkiem organizacji terrorystycznej czy planuje być prostytutką w USA. Okej, zrozumiałe.  JU ES EJ - musi wiedzieć wszystko hahah.

Dzień później zarejestrowałam się na stronie ambasady i wysłałam opłatę wizową - pożegnałam 640 zł [*]. Byłam taka zestresowana wysyłając przelew, że masakra... oby wszystko trafiło na dobre konto i żeby nie było żadnych błędów we wniosku, bo wtedy $$ przepadają :( to jest najgorszy element starania się o wizę.

Rozmowa wizowa wyznaczona na 10:30  na 26 maja. Dzień sądu. Podróż do Warszawy po 5 rano. Cudowna godzina nie ma co, ale jeśli dostanę wizę, to aż miło będzie spacerować sobie po Wawce i wypić kawę na Krakowskim Przedmieściu :)


WIZA ZDOBYTA. Jestem taka szczęśliwa i zajarana, że chyba nie wierzę jeszcze. 
Wizyta w ambasadzie była bardzo krótka i miła. Miałam dużo szczęścia, bo kolejka była krótka, a w środku przede mną w każdym okienku były maksymalnie 2 osoby, więc w ciągu kilku minut wszystko miałam załatwione. I wychodziłam z ambasady z przyznaną wizą :)
Pani Konsul także mega miła i sympatyczna, więc czego chcieć więcej.

Po dostaniu wizy spotkałam się z koleżanką, a potem sama zrobiłam sobie spacer po Krakowskim i po Starym Mieście. Kocham Warszawę, więc parę godzin ekstra w Wawie zawsze na plus.
Teraz nie zostaję mi nic innego. Jak czekać na obronę!
Kupić walizki, wszystkie papiery doprowadzić do końca, kupić prezenty dla rodzinki i śmigać za ocean! :)   Teraz to już super oficjalne :) 

Gracek. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Gdy dopada homesick i zbliżają się święta

KUBA

Mój rok bycia Au Pair.